Zabezpieczenie płodności przy nowotworze
Oncofertility, czyli onkopłodność to młoda gałąź medycyny, która opiera się na podjęciu działań zmierzających do zabezpieczenia płodności u osoby chorej na raka. O onkopłodności rozmawiamy z dr Norbertem Szramem, chirurgiem onkologicznym specjalizującym się w leczeniu nowotworów piersi i skóry.

Panie doktorze, na czym dokładnie polega onkopłodność?
Z medycznego punktu widzenia to metoda, która polega na zachowywaniu płodności oraz przywracaniu jej już po zakończeniu leczenia onkologicznego. Onkopłodność może być realizowana w różnych formach, ponieważ możemy tu opisać formy nieinwazyjne takie jak mrożenie komórek jajowych w przypadku kobiet i nasienia u mężczyzn, ale i mrożenie (krioprezerwację) fragmentu tkanki jajnikowej pobieranej podczas laparoskopii lub zamrożenie tkanki jądra pobranej podczas operacji. Rola tej części medycyny nie kończy się jedynie na zabezpieczeniu płodności przed leczeniem, ale i wspiera pacjentów w przyszłych staraniach się o dziecko.
Czyli diagnoza nowotworu nie oznacza koniec marzeń o rodzicielstwie?
Absolutnie nie. Jednak odpowiedź na to pytanie wymaga doprecyzowania i spojrzenia na ten problem z różnych perspektyw. Po pierwsze, wiele zależy od form leczenia, które zostały wykorzystane podczas terapii onkologicznej oraz narządu, który był objęty chorobą nowotworową. Jako przykład podam najczęstszy nowotwór złośliwy wśród kobiet, czyli rak piersi. W 2018 roku opublikowano bardzo wiarygodną w tym temacie pracę naukową, której analizy wykazują, że wskaźnik zajścia w ciążę po leczeniu raka piersi u kobiet, był średnio o 40% niższy niż wskaźnik ciąż w populacji ogólnej. A głównym wnioskiem wynikającym z tego artykułu była konieczność zapewnienia kobietom w wieku rozrodczym informacji dotyczących płodności oraz zapewnienie dostępu do zachowania płodności zanim rozpoczną leczenie. Należy również odpowiedzieć na jeszcze jedno kluczowe pytanie: czy ciąża może zwiększyć ryzyko nawrotu raka? Większość rzetelnych danych naukowych podaje, że zajście w ciążę nie wykazuje zwiększonego ryzyka nawrotu raka, natomiast niektóre zalecenia dotyczące opieki i obserwacji onkologicznej rekomendują kobietom, które przeżyły chorobę nowotworową, aby odczekały 2 lata przed próbą zajścia w ciążę. Wynika to z faktu, że część hormonów, których poziom wzrasta podczas ciąży, może powodować wzrost komórek np. raka piersi. Dodatkowo trzeba pamiętać o tym, że w przypadku części kobiet, które przeszły leczenie raka piersi, zajście w ciążę może wymagać odstawienia leków stosowanych jako leczenie adjuwantowe. Każda pacjentka stosująca tego typu leczenie powinna porozmawiać ze swoim onkologiem prowadzącym jeszcze przed próbą zajścia w ciążę.
Rządowy program dotyczący refundacji leczenia niepłodności dotyczy także kobiet, u których zdiagnozowano chorobę nowotworową. Jak ten proces wygląda w praktyce od strony onkologii?
Z moich doświadczeń wynika, że powinien to być moment przekazywania informacji o diagnozie i nie ukrywam, że to bardzo trudna rozmowa, podczas której czynnik empatii musi być o wiele ważniejszy niż surowe dane medyczne. Z jednej strony przekazuje się wiadomości, które zmieniają bieg życia wbrew naszej woli, ale z drugiej strony liczy się czas – chcemy zrobić wszystko, by jak najwcześniej rozpocząć leczenie. Nawet w przypadku odmowy ze strony pacjentki staram się ten temat poruszyć jeszcze raz podczas następnej wizyty by upewnić się, że ta decyzja została przemyślana. Osoby, które zdecydują się skorzystać z takiego wsparcia otrzymują od onkologa zaświadczenie z informacją, że planowane leczenie może w przyszłości spowodować problemy z płodnością, czyli tzw. leczenie gonadotoksyczne. Następnym krokiem jest poinstruowanie pacjentki o konieczności wizyty w ośrodku biorącym udział w programie onkopłodności i tu należy podkreślić, że odpowiednio wczesne zabezpieczenie płodności w żaden sposób nie opóźnia rozpoczęcia leczenia oraz nie wpływa na jego formę.
Jak w przypadku tego zagadnienia wygląda współpraca onkologów z ginekologami i psychologami?
Najlepszą odpowiedzią są pacjentki, które wracają na wizytę kilka dni po kwalifikacji ginekologicznej i mówią po prostu: Dziękuję. Moje doświadczenia opieram na współpracy z zespołem profesora Rafała Kurzawy, który dba o to by w jego ośrodku konsultacja pacjentki onkologicznej odbyła się w możliwie najkrótszym czasie i najczęściej jest to jeden dzień oczekiwania od zgłoszenia się w tamtejszej rejestracji. Ważnym aspektem jest również bezpośredni kontakt lekarz-lekarz. Wszelkie wątpliwości dotyczące np. kwalifikacji pacjentek są rozwiązywane tak, by nie angażować w to głównej zainteresowanej i nie obarczać jej dodatkowymi problemami. Po trzecie i chyba najważniejsze: zaangażowanie. Każda ze stron wie, jak ważne jest przekazanie pacjentce korzyści płynących z udziału w bezpłatnym programie onkopłodności i jak trudny może być to dla niej czas po zakończonym leczeniu, gdy będzie starała się zajść w ciążę bez naszej wcześniejszej pomocy. Ta forma współpracy to doskonały przykład, jak specjaliści różnych dziedzin mogą połączyć swoją wiedzę dla dobra pacjenta i wiem, że przed nami jeszcze wiele pracy, by zwiększać świadomość pacjentek i lekarzy na temat onkopłodności.
Dziękuję za rozmowę.




